Rozdział 2.
Czwartek. Dzień testu
z języka polskiego. Ale nie interesował mnie teraz – ważne było dla mnie
odnalezienie pani Adler i zapytanie o lusterko. W liceum byłem już o siódmej,
mimo że lekcje zaczynałem dopiero za trzy godziny. Szybko przybiegłem do sali 201
– sali rysunku. Niestety, pani Diany jeszcze nie było. Usiadłem więc przy
swojej ławce i dla zabicia czasu wyjąłem ołówek, kartkę i zacząłem rysować.
Czas zleciał bardzo szybko.
-Masz potencjał. –
usłyszałem głos za sobą. Odwróciłem się i zobaczyłem młodą kobietę z rudymi
włosami. Uśmiechała się. – Nazywam się Anna Ordon. Jestem nauczycielką rysunku i przez kilka
tygodni będę zastępować panią Dianę. Pięknie rysujesz. Powinieneś wiązać z tym
swoją przyszłość. – Uśmiechnęła się.
-Dziękuję. – Byłem trochę
speszony. – A, jeżeli można wiedzieć, dlaczego nie ma pani Adler? Gdzie jest?
-Wyjechała na… urlop.
Poprosiła mnie, abym ją zastąpiła. Aha, znasz może chłopaka o imieniu Dawid?
Chciała, żebym poprowadziła z nim prywatne lekcje rysunku.
-Ja nazywam się Dawid.
– Na mojej twarzy też pojawił się uśmiech. Prywatne lekcje? Czyli jednak mam
talent! – A te prywatne lekcje, to kiedy?
-Może piątki od 16:00?
– Mimo, że piątek to był jedyny dzień, w którym miałem wolne popołudnie,
zgodziłem się. – Zaczniemy od jutra?
-Świetnie. Będę.
-Bądź przed szkołą. A
teraz pokaż mi to swoje dzieło.
Przez prawie pół
godziny rozmawialiśmy o moim rysunku, który przedstawiał pustkowie. Wkrótce
zauważyłem, że mamy podobne charaktery. Dogadywałem się z nią prawie jak z moją
babcią, w sumie, też rysowniczką. Później rozmowa zeszła na sztukę. Po długim
czasie zauważyłem, że była już za dziesięć dziesiąta, a jeszcze miałem test z
języka polskiego. Szybko pożegnałem się z moją nową, rudą nauczycielką i
wyszedłem.
Na test prawie się nie
spóźniłem, lecz później nie było już tak wspaniale. Sprawdzian ze znajomości
lektury „Nad Niemnem”. Mimo, że to przeczytałem nie mogłem się skupić. Cały
czas myślałem to o lusterku, to o prywatnych lekcjach z panią Ordon. Lecz cóż
mogłem zrobić.
Nagle spostrzegłem, że
w ręce trzymam małą karteczkę, na której napisane było nazwisko nauczyciela
polskiego – pana Sewerskiego. Profesor pomyślałby że ściągam, więc schowałem
papierek do lusterka, które miałem zawieszone na szyi. I dalej pisałem. Chwilę
potem zacząłem słyszeć jakiś głos. Słyszałem odpowiedzi na wszystkie pytania,
lecz nie wiedziałem, czy mogę im zaufać. Po chwili zdecydowałem jednak, że
napiszę tak jak podpowiada mi ten „głos”.
Test skończyłem
jeszcze przed czasem, przez co profesor sprawdził go jeszcze na lekcji.
Dostałem szóstkę – nie miałem ani jednego błędu! Chciałem krzyczeć z radości!
Ale ten głos mnie nie opuścił. Następne lekcje minęły bardzo szybko. Po szkole
szybko wróciłem do domu, gdzie od razu pobiegłem do swojego pokoju. Z lusterka
wyjąłem papierek (po tym przestałem słyszeć głosy, ale to chyba był zbieg
okoliczności) i po chwili zabrałem się za rysowanie – musiałem w końcu
przynieść coś na jutrzejsze dodatkowe zajęcia. Pracowałem długo, ale ile prac
stworzyłem! Od martwej natury po portrety, od architektury po akty. To było z
dwadzieścia prac. W końcu, o jedenastej w nocy zorientowałem się, że powinienem
odrobić lekcję. No i je zrobiłem. Mimo zmęczenia byłem szczęśliwy.
W piątek lekcje
zaczynałem o dziewiątej, niestety podwójnym wychowaniem fizycznym. Salę gimnastyczną
i szatnię dzieliliśmy z pobliską drużyną piłkarską, z wyrośniętymi, umięśnionymi
matołami. Odbywały się tam męczarnie! Śmiali się z nas, dokuczali, dręczyli. A
że w klasie było nas tylko czterech mało mogliśmy zrobić z jedenastoma
gorylami, z których trzy czwarte uczęszczało jeszcze na boks, czy wrestling. I
jeszcze jedzie od nich piwem. Po wychowaniu fizycznym przyszedł czas na chemię,
później matma, francuski i ostatni przedmiot – angielski. Skończyłem około
godziny 15:30. Na panią Ordon zaczekałem pod szkołą.
Wkrótce się pojawiła.
Wsiadłem do jej samochodu i zaczęliśmy jechać. Zabrała mnie za miasto. Do małej
chatki w lesie.