wtorek, 26 lutego 2013

Rozdział 2.


Rozdział 2.

                Czwartek. Dzień testu z języka polskiego. Ale nie interesował mnie teraz – ważne było dla mnie odnalezienie pani Adler i zapytanie o lusterko. W liceum byłem już o siódmej, mimo że lekcje zaczynałem dopiero za trzy godziny. Szybko przybiegłem do sali 201 – sali rysunku. Niestety, pani Diany jeszcze nie było. Usiadłem więc przy swojej ławce i dla zabicia czasu wyjąłem ołówek, kartkę i zacząłem rysować. Czas zleciał bardzo szybko.
                -Masz potencjał. – usłyszałem głos za sobą. Odwróciłem się i zobaczyłem młodą kobietę z rudymi włosami. Uśmiechała się. – Nazywam się Anna Ordon.  Jestem nauczycielką rysunku i przez kilka tygodni będę zastępować panią Dianę. Pięknie rysujesz. Powinieneś wiązać z tym swoją przyszłość. – Uśmiechnęła się.
                -Dziękuję. – Byłem trochę speszony. – A, jeżeli można wiedzieć, dlaczego nie ma pani Adler? Gdzie jest?
                -Wyjechała na… urlop. Poprosiła mnie, abym ją zastąpiła. Aha, znasz może chłopaka o imieniu Dawid? Chciała, żebym poprowadziła z nim prywatne lekcje rysunku.
                -Ja nazywam się Dawid. – Na mojej twarzy też pojawił się uśmiech. Prywatne lekcje? Czyli jednak mam talent! – A te prywatne lekcje, to kiedy?
                -Może piątki od 16:00? – Mimo, że piątek to był jedyny dzień, w którym miałem wolne popołudnie, zgodziłem się. – Zaczniemy od jutra?
                -Świetnie. Będę.
                -Bądź przed szkołą. A teraz pokaż mi to swoje dzieło.
                Przez prawie pół godziny rozmawialiśmy o moim rysunku, który przedstawiał pustkowie. Wkrótce zauważyłem, że mamy podobne charaktery. Dogadywałem się z nią prawie jak z moją babcią, w sumie, też rysowniczką. Później rozmowa zeszła na sztukę. Po długim czasie zauważyłem, że była już za dziesięć dziesiąta, a jeszcze miałem test z języka polskiego. Szybko pożegnałem się z moją nową, rudą nauczycielką i wyszedłem.
                Na test prawie się nie spóźniłem, lecz później nie było już tak wspaniale. Sprawdzian ze znajomości lektury „Nad Niemnem”. Mimo, że to przeczytałem nie mogłem się skupić. Cały czas myślałem to o lusterku, to o prywatnych lekcjach z panią Ordon. Lecz cóż mogłem zrobić.
                Nagle spostrzegłem, że w ręce trzymam małą karteczkę, na której napisane było nazwisko nauczyciela polskiego – pana Sewerskiego. Profesor pomyślałby że ściągam, więc schowałem papierek do lusterka, które miałem zawieszone na szyi. I dalej pisałem. Chwilę potem zacząłem słyszeć jakiś głos. Słyszałem odpowiedzi na wszystkie pytania, lecz nie wiedziałem, czy mogę im zaufać. Po chwili zdecydowałem jednak, że napiszę tak jak podpowiada mi ten „głos”.
                Test skończyłem jeszcze przed czasem, przez co profesor sprawdził go jeszcze na lekcji. Dostałem szóstkę – nie miałem ani jednego błędu! Chciałem krzyczeć z radości! Ale ten głos mnie nie opuścił. Następne lekcje minęły bardzo szybko. Po szkole szybko wróciłem do domu, gdzie od razu pobiegłem do swojego pokoju. Z lusterka wyjąłem papierek (po tym przestałem słyszeć głosy, ale to chyba był zbieg okoliczności) i po chwili zabrałem się za rysowanie – musiałem w końcu przynieść coś na jutrzejsze dodatkowe zajęcia. Pracowałem długo, ale ile prac stworzyłem! Od martwej natury po portrety, od architektury po akty. To było z dwadzieścia prac. W końcu, o jedenastej w nocy zorientowałem się, że powinienem odrobić lekcję. No i je zrobiłem. Mimo zmęczenia byłem szczęśliwy.
                W piątek lekcje zaczynałem o dziewiątej, niestety podwójnym wychowaniem fizycznym. Salę gimnastyczną i szatnię dzieliliśmy z pobliską drużyną piłkarską, z wyrośniętymi, umięśnionymi matołami. Odbywały się tam męczarnie! Śmiali się z nas, dokuczali, dręczyli. A że w klasie było nas tylko czterech mało mogliśmy zrobić z jedenastoma gorylami, z których trzy czwarte uczęszczało jeszcze na boks, czy wrestling. I jeszcze jedzie od nich piwem. Po wychowaniu fizycznym przyszedł czas na chemię, później matma, francuski i ostatni przedmiot – angielski. Skończyłem około godziny 15:30. Na panią Ordon zaczekałem pod szkołą.
                Wkrótce się pojawiła. Wsiadłem do jej samochodu i zaczęliśmy jechać. Zabrała mnie za miasto. Do małej chatki w lesie.

niedziela, 24 lutego 2013

Rozdział 1.


Rozdział 1.

                Środa. Dzień jak co dzień. Pobudka o siódmej. Śniadanie składające się z, jak zwykle, tylko płatków z mlekiem. Następnie autobus i liceum plastyczne. Jak zawsze w środy na początku język francuski (z którego nawet jestem dobry), później matematyka, angielski i inne niepotrzebne przedmioty. Na szczęście o piętnastej jest mój ulubiony przedmiot – rysunek. Te lekcje są dla mnie czymś, dla czego żyję. Nasza nauczycielka, mimo wysokiego wieku, jest jedną z najlepszych i najbardziej lubianych pracowników liceum. To co kocham w jej lekcjach to jej zapał do rysowania – pokazuje nam najlepsze techniki rysunku. Oczywiście tym, którzy ją słuchają. Wielu podczas tych zajęć po prostu zakłada słuchawki i słucha jakiegoś współczesnego „kiczu”, typu Justina Biebera, czy cokolwiek czego oni słuchają. Wracając do nauczycielki – nazywa się Diana Adler i pochodzi z Austrii. Świadczy o tym jej dość specyficzny akcent. Nie zmienia to faktu, iż nadal jest moją ulubioną nauczycielką. Po lekcjach w liceum udaję się na lekcję gry na skrzypcach.  Po wszystkich katorgach środy i tylko dwie godziny przyjemności mam około półtorej godziny na odrobienie lekcji na czwartek i czas wolny, który spędzam przede wszystkim na rysowaniu, czytaniu i słuchaniu muzyki. Lecz tego dnia stała się rzecz niezwykła. Stało się coś przez co musiałem zgłosić nieprzygotowanie z wszystkich możliwych przedmiotów.
                Do domu wróciłem około godziny 19:30. W domu była już moja mama – Agata, profesor romanistyki na uniwersytecie, Michał – mój ojczym, profesor slawistyki i mój młodszy brat. Bez słowa udałem się do mojego pokoju, który znajduje się na pierwszym piętrze. Przebrałem się w strój, w którym chodzę po domu i zabrałem się do odrabiania lekcji. Pierwszą rzeczą za którą się zabrałem była matematyka. Te cholerne funkcje! Nie mogłem się na tym skupić i zadecydowałem, że muszę trochę odpocząć. A dla mnie najlepszym relaksem jest rysowanie. Przygotowałem ołówki, papier i inne niezbędne rzeczy. Lecz co narysować? Przez te funkcje nie mogłem niczego wymyślić. Zdecydowałem, że naszkicuję martwą naturę. „Na pewno znajdę coś na strychu.” pomyślałem. Tam się też udałem. Poddasze to jedyne miejsce w domu, gdzie jest cicho i nikt z rodziny tu nie wchodzi. Większość przedmiotów tutaj to rzeczy zmarłej kilka lat temu mojej babci. Była jedyną osobą z rodziny, z którą mogłem porozmawiać. Tak jak ja uwielbiała sztukę i sama rysowała. Znajdowałem w niej bratnią duszę. W swoim testamencie napisała, że wszystkie rzeczy ze strychu są moje. Tak więc tego wieczora znalazłem coś, co na zawsze zmieniło moje życie.
                To było lusterko. Małe, w metalowej osłonce, zawieszone na srebrnym łańcuszku. Wziąłem je. Nadawało się świetnie na obiekt do rysowania. Szybko wróciłem z nim do mojego pokoju, położyłem się na łóżku i otworzyłem pokrywkę. Po prawej stronie było okrągłe lusterko, a po przeciwnej zdjęcie babci wykonane w sepii i jakaś pożółkła już karteczka. Rozwinąłem ją. To był list, zaadresowany do mnie. Przeczytałem: 
„Witaj mój kochany wnuczku. Więc w końcu znalazłeś moje lusterko. Miałam nadzieję, że zdążę dać Ci je jeszcze za mojego życia, ale niestety byłeś jeszcze za mały. Wracając do lusterka, jest dość niezwykłe. Pokaż je Dianie Adler, twojej nauczycielce, a mojej przyjaciółce. Ona Ci wszystko wyjaśni. Dobranoc wnuczku. Twoja babcia.” 
Zdziwił mnie ten list. Zdecydowałem, że w czwartek zapytam o nie panią Adler. Chwilę potem zabrałem się do rysowania.
                Szło mi fatalnie. Lusterko zdawało się co chwilę zmieniać położenie. Po piętnastu minutach odpuściłem i zszedłem na dół zjeść kolację. Przy stole siedzieli już pozostali domownicy.
                -Dawid, co było w szkole? – standardowe pytanie zadawane przez mamę przy kolacji.
                -Nic. – odpowiedziałem.
                -Nigdy nic mi nie opowiadasz! Ty mnie już nie kochasz, tak? – mama była jakoś dziwnie rozdrażniona i chwilę potem wybiegła z pokoju. Za nią poszedł Michał.
                -Pewnie ma okres. W szkole mówili, że wtedy kobiety są wkurzające i trzeba znosić wszystkie ich zachcianki. – palnął mój brat. Po tych słowach zastanawiałem się dlaczego mam takiego durnego brata. Ale cóż – rodziny się nie wybiera…
                Potem wróciłem do pokoju, położyłem się na łóżku, zamknąłem oczy… Ale tylko na chwilę!!! Niestety zasnąłem.

Prolog

Cześć. Jestem Lelle i na tym blogu będę opowiadać historię pewnego nastolatka - Dawida. Ma on 16 lat i jest artystą. Chodzi do liceum plastycznego i większość czasu spędza na rysowaniu. Jego historię przedstawię w rozdziałach, które będę dodawać średnio raz na tydzień. Mam nadzieję, że ta historia Wam się spodoba i będziecie mnie wspierać komentarzami i subskrypcjami (to nic nie kosztuje :-P). Coś jeszcze? Chyba nie. Więc siadajcie i czytajcie (Chyba że stoicie lub leżycie - ale i tak czytajcie).