Rozdział 3.
Piątkowe popołudnie.
Jedne z tych, które zapamiętam i często będę do nich wracać. W tym małym,
rozpadającym się domku spędziłem jedne z najpiękniejszych chwil w moim życiu.
Dojechaliśmy tam około
godziny 16:00, co było dość dziwne, zwykle jeżdżenie w okolicach Warszawy
zajmuje wiele więcej czasu. Ale to
nieistotne. Ważne jest to, co tam robiliśmy. Nie żeby coś… Wiem o czym
pomyślałaś, lub pomyślałeś. Nie, to nie to…
Był czerwiec, więc
słońce zachodziło później. W domku spędziliśmy kilka godzin, a były to jedne z
najfajniejszych godzin w moim życiu. Od razu po przyjeździe weszliśmy do domku.
Był dość… ciekawy. Wszystkie ściany, cała podłoga i sufit były pomalowane na
biało.
-To będzie nasze
płótno. – powiedziała. – Przebierz się w to. – rzuciła mi biały fartuch.
Szybko się przebrałem.
Byłem bardzo ciekawy, co przygotowała dla mnie pani Ordon. Widziałem w niej
osobę z wielką wyobraźnią – coś co rzadko widzę u innych, niestety. Po założeniu
fartucha wróciłem do niej.
- Okej. Będziemy
malować ten dom. Mam temat na dziś. Ale najpierw… sam zgadnij – co mam na
myśli? – zapytała.
Nagle wpadł mi do głowy
pewien pomysł. Powiedziałem, że muszę wyjść do toalety. Bez sprzeciwu pani
Ordon udałem się tam. W łazience wziąłem karteczkę i napisałem na niej słowa: Anna Ordon i włożyłem ją za lusterko.
Nagle, zacząłem w myślach słyszeć jej głos. Następnie wróciłem do niej.
- I co? Co wymyśliłeś?
– zapytała.
- Jeżeli ten dzieciak zgadnie, że chodzi o kwiaty naprawdę się zdziwię…
Kwiaty, uwielbiam je! A w szczególności białe róże! Właśnie, co tam dzisiaj
zjem? Może pizzę? Nie, dziś chyba chińszczyzna. Tak. Chińszczyzna. Ciekawe, czy
ten chłopak umie gotować? Jest nawet przystojny i wygląda trochę jak mój brat… -
takie myśli słyszałem.
- Chodzi o kwiaty? Hmm…
Białe róże? – chciałem udawać pytający głos.
- Skąd to wiedziałeś?!
Przecież to niemożliwe! – nie kryła zdziwienia. Ja się uśmiechałem.
- Można powiedzieć, że
to była… intuicja. – odpowiedziałem.
Chwilę potem
przeszliśmy do innego pokoju. Jak wszystkie był… biały. Na samym środku leżały
farby do ścian. Od czerwonych po czarne.
- Okej. Więc
zaczynamy. Masz. – podała mi pędzel. – To teraz twój świat. – uśmiechnęła się.
Na początku zanurzyłem
pędzel w niebieskiej farbie. Gdy już chciałem go stamtąd wyjąć, pani Ordon
krzyknęła.
- Czekaj! – po tym wyszła. Wróciła po chwili z
magnetofonem. Włączyła go i usłyszeliśmy znaną nam dobrze piosenkę ‘Ironic’ Alanis Morisette. Z tą muzyką wróciliśmy
do tworzenia.
Przez to malowanie, całkowicie wyłączyłem się. Skupiałem
się jedynie na tworzeniu. Używałem barw zimnych i ciepłych, polichromatycznych
i monochromatycznych (trudne słowa, co nie? :-P). Jednym słowem, przelałem
swoje uczucia na… ścianę.
W pewnej chwili ‘Ironic’ się skończyło. Razem z panią Ordon zastygliśmy w bezruchu.
Czekaliśmy na kolejną. Nagle, ku naszej uciesze, usłyszeliśmy ‘Bad’ Michaela Jacksona. I zaczęliśmy
się drzeć, nieudolnie śpiewać znane nam słowa. Muzyka łączy ludzi, nie ma co…
Wróciliśmy do
tworzenia. Przy tym czuje się jak w raju – czy maluję, czy rysuję… Wtedy
myślałem, że to wszystko dla czego żyję. Teraz wiem, że zdarzyły mi się jeszcze
o wiele piękniejsze rzeczy. Ale o tym kiedy indziej.
Przez nasz proces
twórczy przesłuchaliśmy wiele piosenek, między innymi ‘Jenny’ Edyty Bartosiewicz i ‘Vogue’
Madonny. Trwało to dość długo. Malowaliśmy aż do zachodu słońca. Wtedy
nadszedł czas na porównanie naszych prac.
Na ścianie pani Ordon
malowała się łąka pełna kwiatów. Szczerze mówiąc nie było to za dorosłe, jak
dla mnie oczywiście… A widząc moją
ścianę ona trochę się zawstydziła…
========================================================================
Hej! Mam nadzieję, że nie zdenerwujecie się na mnie za tą nieobecność :-) Teraz będę dodawać posty częściej, obiecuję :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz