Rozdział 5.
Weekend minął jakoś
szybko. Za szybko – jak mrugnięcie okiem. Mam nadzieję, że całe moje życie nie
będzie jednym mrugnięciem oka. Ale przynajmniej się nie nudziłem. Nie
zgadniecie pewni co robiłem. Tak… Rysowałem… Skąd wiedzieliście? OMG, mówię jak
do trzylatków. Jak teletubisie. Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiałem je oglądać.
A szczególnie tego bobaska w tym słoneczku. Jakie to były słodkie czasy…
Więc – poniedziałek.
Najgorszy dzień w tygodniu. Świetnie zobrazował to film „Nie lubię
poniedziałku”. W sumie, to nigdy nie obejrzałem tego filmu, ale nie przyznaję
się :-D. W sumie to lubię polskie filmy, szczególnie ‘Rozmowy Kontrolowane’. Ale teraz nie o tym.
Poniedziałek. Wczesna
pobudka. Kurde. Nie znoszę wczesnych pobudek. Ale C’est la vie – jakby to powiedzieli Francuzi. Więc pobudeczka,
śniadanko, buciki na nóżki, całusek w czułko od mamusi i w drogę!
Szedłem i szedłem, aż
się zorientowałem, że idę w drugą stronę niż powinienem. Przystanek był gdzie
indziej. Ale stwierdziłem, że pojadę innym, który odjeżdża z innego postoju.
Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że była to zła decyzja.
Więc szedłem i
szedłem. Szedłem, śmiejąc się z siebie. Kto normalny nie odróżnia prawej od
lewej?! Ale jestem usprawiedliwiony – jestem sobą :-D.
W pewnym momencie
zauważyłem najgorszych ludzi w szkole. Baśka i jej psiapsiółki. Nie znosiłem
ich i nie ukrywałem tego. No, w sumie, to je ignorowałem. Ale Basia… Właśnie
Basia – to dość ważna osoba w tej historii. Więc, może ją opiszę.
Barbara Orłowska –
szesnastoletnia nastolatka. Brunetka, chociaż mówi się na nią czasem w szkole „Blondynka,
ale farbowana”. Na twarzy 2 km3 tapicerki i tonę szminki.
Krwistoczerwonej, a jakiej? Do tego anoreksja. No może przesadzam, ale wygląda
jak wieszak. A ubiera się jak manekin z H&M-u. Pewnie, gdyby stanęła obok
niego, to by wyglądała tak samo. No w sumie nie do końca. Manekin to manekin, a
ona to wieszak. Charakter żaden. Ale podobno u siebie w domu ma słowniki
polsko- : -angielski, - niemiecki, -francuski, -włoski, -hiszpański, -
niderlandzki, -portugalski, -grecki, - japoński, -rosyjski i –duński. Nic nie
rozumie, ale ma słowniki – czyli zna język.
Wracając do tej jakże
ciekawej historii… Aha, i jeszcze ma chłopaka – Michała. I pewnie się nie
zdziwicie, jeżeli powiem, że należy do drużyny piłkarskiej.
Więc, wracając do tej
jakże porywającej historii… Stały tam. Na przystanku. Basia i jej przyjaciółki.
Gdy tylko mnie zauważyły, zaczęły do mnie machać, uśmiechać się. Jedyne, na co
mogłem sobie pozwolić to krótkie ‘cześć’. Następnie chciałem je spokojnie
wyminąć, ale mnie zatrzymały.
-Dawid! Porozmawiaj
chwilę z nami! – pisnęła jedna z psiapsiółek Basi, Dominika.
-OK. Jak tam? – Boże,
jakie one są głupie.
-No u nas
fantastycznie! No może nie u Basi, no bo ona została wystawiona przez Michała w
zeszły piątek. – Wiedziałem, co zaraz zrobię i chciałem się powstrzymać, ale…
-A co się stało?
Opowiedzcie mi. – Jaki ja jestem głupi, teraz będę tego żałować.
Basia rzuciła mi się w
ramiona z płaczem.
-Jaka to ja jestem
biedna! Dlaczego nikt mnie nie rozumie?! Na szczęście nie wszyscy faceci są
tacy sami… Jesteś ty, i… Ty jesteś jedyny! Dlaczego? – Nie mogę. Jaka durna
dziewczyna. Czy ona nie ma ważnych problemów?!
-Ale nie masz
dziewczyny, dlaczego? – Jej wyraz twarzy momentalnie się poprawił.
-Wiecie co, muszę już
iść.
Ale finezję w
kończeniu rozmów mam kurwa piękną, nie ma co. „Wiecie co, muszę już iść”?
Dawid, zadziwiasz mnie (Teraz to jest znacznie lepiej, ale o teraz kiedy
indziej). Mogłem się chociaż trochę wysilić. No okej… To Basia i w ogóle, ale
nawet ona zasługuje na więcej niż „Wiecie co, muszę już iść”.
A szkoła, jak to
szkoła – nic ciekawego.
================================================================
Pozdrowienia dla wszystkich Baś. (Można tak pisać?) A szczególnie dla Ciebie, kochana. :-) Papatki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz