Rozdział 6.
Wtorki. Nic specjalnego. Pobudka, szkoła i powrót.
Ale w ten wtorek stało się coś ciekawego. Opowiem wam o tym.
No więc: była sobie historia. A że historię lubię
(i jestem z niej dobry), to się nie nudziłem. Mówiliśmy akurat o Izabeli
Kastylijskiej i inkwizycji. Ciekawy temat, ale nie na teraz. Wracając, była
sobie historia. No i wkrótce się skończyła. W sumie, to nie wiem po co o tym
pisałem (żartuję, chciałem napisać, że jestem dobry z historii, możecie mi już
bić brawa).
Po tej lekcji była przerwa półgodzinna. Chciałem
sprawdzić, czy przypadkiem nie wróciła już pani Adler. Szedłem więc w stronę sali plastycznej. Około
w środku drogi zaczepił mnie nie kto inny, tylko Basia i, jak zwykle, jej
ekipa. Gdy tylko mnie zobaczyła, podbiegła do mnie i wyściskała.
-Wrócił! Wrócił do mnie! – krzyczała.
-Eee… Gratuluję… - odpowiedziałem bez entuzjazmu.
-To dzięki tobie! – nie traciła energii. – Razem z
Michałem zapraszamy Cię na imprezę. Bądź w sobotę o 20:00 w moim domu, OK.?
-Eee… - Nie zgadzaj się nie zgadzaj się, Dawid!!!
– OK. Będę.
Dawidzie, jesteś głupi. Mimo wszystko, jesteś
idiotą.
-AAA!!! To fantastycznie! Już myślałam, że
odmówisz. A masz z kim przyjść?
-Nie…
-OK. To pójdziesz z Dominiką. – wskazała na nią
palcem.
-Słyszałam moje imię. Ktoś ma do mnie jakąś
sprawę? – zdezorientowana Dominika powala – jak zwykle.
-Tak. Idziesz z Dawidem na naszą imprezę. Odbierze
cię o 19:00.
-Spoko. Dzięki za zaproszenie! – i pocałowała mnie
w policzek. Chciałem zapaść się pod ziemię. Jaki wstyd! – Widzimy się o 19:00.
-No to pa! – rozmowa była w końcu zakończona.
Nigdy nie myślałem, że kiedykolwiek będę się
zadawać z bandą Basi. Ale cóż, życie jest nieprzewidywalne. Bardzo
nieprzewidywalne. Wtedy, na korytarzu, sądziłem że tamta impreza będzie jednym
z ostatnich spotkań z Basią. Tak naprawdę, to miałem taką nadzieję. Ale Barbara
Orłowska odegrała bardzo ważną rolę w moim życiu. Bez niej moje życie nie
byłoby takie piękne jakie teraz jest. Ale o teraźniejszości porozmawiamy kiedy
indziej.
Po wszystkim poszedłem do sali plastycznej. Szczerze
mówiąc, nie sądziłem, że znajdę tu panią Adler. Najwyżej zapytam jakiegoś
nauczyciela, co z nią.
W sali była pani Ordon. Gdy tylko mnie zobaczyła,
uśmiechnęła się. Podszedłem do niej.
-Co tam? Jak nastrój po naszych piątkowych tworzeniach?
– nauczycielka była bardzo radosna.
-Fantastycznie. – odpowiedziałem. – Chciałem się o
coś zapytać.
-Słucham.
-Kiedy wróci pani Adler? Muszę z nią pilnie
porozmawiać.
-Pani Adler? Muszę ci o czymś powiedzieć. –
rudowłosa nauczycielka była zakłopotana. – Ona już nie będzie tutaj uczyć.
Wczoraj się o tym dowiedziałam. Ja ją zastąpię. Ale mogę dać Ci jej adres. Na
pewno miło cię przyjmie.
-Aha… - zasmuciłem się. Diana Adler była moją
ulubioną nauczycielką. No cóż. Była już w podeszłym wieku, więc… - Ale sama
odeszła?
-Nie. Szkoła ją zwolniła. Uczniowie skarżyli się,
że jest już za stara, że potrzebują kogoś nowoczesnego. ‘Nie z tamtej epoki.’ –
Tak to ujęła pani dyrektor. A to jest jej adres. – Podała mi żółtą karteczkę
samoprzylepną.
-Dziękuję. – chciało mi się płakać. Rzuciłem
krótkim ‘do widzenia’ i wyszedłem. Po chwili zabrzmiał dzwonek. To była moja
ostatnia lekcja. Język polski. Straszny przedmiot.
Po szkole od razu poszedłem do pani Adler. Idąc,
rozmyślałem o babci, o nowej nauczycielce, starej nauczycielce. Jak często,
zadawałem sobie pytanie: ‘Dlaczego?’ Nie rozumiałem, dlaczego ją zwolniono.
Przecież była taką dobrą osobą. A jak pięknie rysowała! Tyle mnie nauczyła. A
jak te cepy nie potrafią dobrze rysować, czy malować, to po prostu wywalają
nauczycielkę, Żal mi ich. Naprawdę. Żal.
Gdy dotarłem na jej osiedle, dość długo szukałem
domu. Nigdy tam nie byłem. Lecz kiedy go znalazłem, aż się uśmiechnąłem. Był
piękny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz