środa, 6 marca 2013

Rozdział 4.


Rozdział 4.


Wysiadając z samochodu grzecznie się pożegnałem. Gdy pani Ordon już odjechała zacząłem się zastanawiać, co będzie w domu. Rodzice pewnie będą źli na mnie, że tak późno wróciłem. I jeszcze będą się pytać z kim byłem…
                Wszedłem. 22:02. Rzuciłem torbę na bok. 22:03. Wchodzę do salonu. Na kanapie leży mama, a na fotelu Michał.
                - Mogę wiedzieć gdzie do cholery byłeś?! – moja matka pośpiesznie wstała i zaczęła się drzeć. – No słucham?!
                Co się teraz stanie? Będzie tak jak zwykle. Nic jej nie odpowiem, tylko spuszczę wzrok. Wtedy ten Michał zacznie mnie bronić, chcąc się mi przypodobać. Zacznie mówić teksty typu: ‘Jak byliśmy w jego wieku też tak robiliśmy.’ albo ‘Uspokój się Agata, to jeszcze dziecko.’ Szczerze? Mam go w dupie, za przeproszeniem. Później matka każe mi iść do pokoju. Profesorek zadeklaruje się, że ze mną porozmawia. Przyjdzie do mojego pokoju i zacznie mnie pytać. A ja tylko krzyknę coś w stylu: ‘To moje życie, nie wasze!’, on wyjdzie, a matka przybędzie. Będzie chciała mnie przytulić, będzie przepraszać, ale oczywiście będzie chciała wiedzieć parę ‘najważniejszych rzeczy’: gdzie? z kim? a ładna chociaż? (jeśli to osoba płci żeńskiej) lub to ty masz kolegów? (jeśli płeć męska). A że moja mama zawsze wie kiedy kłamie, muszę nie mówić wszystkiego.
                - Nie gniewaj się na mnie… No to powiedz gdzie byłeś? – nadal mnie wkurza.
                - W małym domku pod miastem. – nie chcę być niemiły.
                - A z kim? – zaraz wybuchnę.
                - Z taką jedną… Anią. – niczego po sobie nie pokazuję.
                - O a ładna chociaż? – wiedziałem, że to powie. Jestem mądry.
                - Mamo! – tradycyjna odpowiedź.
                - No co? – zaraz będzie wykład o tym, jak to dorastam, że zaraz wyjadę za granicę, ożenię się, nie zaproszę jej na ślub, że ona mnie traci, że jeszcze nie przedstawiłem jej żadnej dziewczyny, że mnie kocha i że się o mnie martwi.
                -Synku… - zaczęła. - Wiesz. Tak szybko dorastasz… Pewnie zaraz wyjedziesz na studia za granicę, tam znajdziesz sobie jakąś ździrę, która mi Cię zabierze… Nie zaprosicie mnie na ślub i zapłaczę się na śmierć… Wiesz… Martwię się o Ciebie, kocham Cię i chciałabym poznać tą twoją dziewczynę…
                - Ale mamo! – przerwałem jej. Nie mogłem słuchać tego pieprzenia, za przeproszeniem.
                - Co? – JAK ZWYKLE zdziwiła się. – Zawsze będę przy Tobie.
                - Wiem mamo.
                - Więc, co chcesz na kolację?
                - Nic…
                I kolejna kłótnia.
                - Znikasz mi w oczach! To przez nią! Nie odchudzaj się dla niej! Jesteś najprzystojniejszym mężczyzną jakiego znam. Musisz jeść… Jeżeli ona od Ciebie tego wymaga, nie bądź z nią. Nie jest Ciebie warta…
                ‘Mamo, ty sobie żartujesz, prawda?’ to chciałem jej powiedzieć. No przecież ile można, do jasnej cholery! Jak nie kłótnia o późne wracanie, to o oceny, jak nie o oceny, to o jedzenie. Zaczęła mnie porządnie wkurzać.
                - Co? Musisz jeść! Inaczej umrzesz! I… i… - w jej oczach zaczęły pojawiać się łzy.
                - Dostałem szóstkę ze sprawdzianu z polskiego. – mój wyraz twarzy był niewzruszony.
                - Szóstka?! – w tej chwili moja mama się rozpromieniła i zaczęła wrzeszczeć. Za chwilę przybiegł Michał, z pytaniem ‘Co się stało?!’ – Dostał szóstkę! Mój syn! Z polskiego! Z „Nad Niemnem”!
                - Acha. – uspokoił się. – Gratuluję.
                Mama nie przestawała krzyczeć. Skakała, wyła, śmiała się. A przed chwilą prawie płakała z powodu mojego nie-jedzenia.
                Jasna cholera, kocham moją mamę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz