Rozdział 4.
Wysiadając z samochodu grzecznie się pożegnałem. Gdy pani Ordon już
odjechała zacząłem się zastanawiać, co będzie w domu. Rodzice pewnie będą źli na
mnie, że tak późno wróciłem. I jeszcze będą się pytać z kim byłem…
Wszedłem. 22:02.
Rzuciłem torbę na bok. 22:03. Wchodzę do salonu. Na kanapie leży mama, a na
fotelu Michał.
- Mogę wiedzieć gdzie
do cholery byłeś?! – moja matka pośpiesznie wstała i zaczęła się drzeć. – No
słucham?!
Co się teraz stanie?
Będzie tak jak zwykle. Nic jej nie odpowiem, tylko spuszczę wzrok. Wtedy ten
Michał zacznie mnie bronić, chcąc się mi przypodobać. Zacznie mówić teksty
typu: ‘Jak byliśmy w jego wieku też tak
robiliśmy.’ albo ‘Uspokój się Agata,
to jeszcze dziecko.’ Szczerze? Mam go w dupie, za przeproszeniem. Później
matka każe mi iść do pokoju. Profesorek zadeklaruje się, że ze mną porozmawia. Przyjdzie
do mojego pokoju i zacznie mnie pytać. A ja tylko krzyknę coś w stylu: ‘To moje życie, nie wasze!’, on wyjdzie,
a matka przybędzie. Będzie chciała mnie przytulić, będzie przepraszać, ale oczywiście
będzie chciała wiedzieć parę ‘najważniejszych rzeczy’: gdzie? z kim? a ładna chociaż? (jeśli to osoba płci żeńskiej) lub to ty masz kolegów? (jeśli płeć męska).
A że moja mama zawsze wie kiedy kłamie, muszę nie mówić wszystkiego.
- Nie gniewaj się na
mnie… No to powiedz gdzie byłeś? – nadal mnie wkurza.
- W małym domku pod
miastem. – nie chcę być niemiły.
- A z kim? – zaraz wybuchnę.
- Z taką jedną… Anią. –
niczego po sobie nie pokazuję.
- O a ładna chociaż? –
wiedziałem, że to powie. Jestem mądry.
- Mamo! – tradycyjna odpowiedź.
- No co? – zaraz będzie
wykład o tym, jak to dorastam, że zaraz wyjadę za granicę, ożenię się, nie
zaproszę jej na ślub, że ona mnie traci, że jeszcze nie przedstawiłem jej
żadnej dziewczyny, że mnie kocha i że się o mnie martwi.
-Synku… - zaczęła. - Wiesz.
Tak szybko dorastasz… Pewnie zaraz wyjedziesz na studia za granicę, tam
znajdziesz sobie jakąś ździrę, która mi Cię zabierze… Nie zaprosicie mnie na
ślub i zapłaczę się na śmierć… Wiesz… Martwię się o Ciebie, kocham Cię i
chciałabym poznać tą twoją dziewczynę…
- Ale mamo! –
przerwałem jej. Nie mogłem słuchać tego pieprzenia, za przeproszeniem.
- Co? – JAK ZWYKLE
zdziwiła się. – Zawsze będę przy Tobie.
- Wiem mamo.
- Więc, co chcesz na
kolację?
- Nic…
I kolejna kłótnia.
- Znikasz mi w oczach!
To przez nią! Nie odchudzaj się dla niej! Jesteś najprzystojniejszym mężczyzną
jakiego znam. Musisz jeść… Jeżeli ona od Ciebie tego wymaga, nie bądź z nią.
Nie jest Ciebie warta…
‘Mamo,
ty sobie żartujesz, prawda?’ to
chciałem jej powiedzieć. No przecież ile można, do jasnej cholery! Jak nie
kłótnia o późne wracanie, to o oceny, jak nie o oceny, to o jedzenie. Zaczęła
mnie porządnie wkurzać.
- Co? Musisz jeść!
Inaczej umrzesz! I… i… - w jej oczach zaczęły pojawiać się łzy.
- Dostałem szóstkę ze
sprawdzianu z polskiego. – mój wyraz twarzy był niewzruszony.
- Szóstka?! – w tej
chwili moja mama się rozpromieniła i zaczęła wrzeszczeć. Za chwilę przybiegł
Michał, z pytaniem ‘Co się stało?!’ –
Dostał szóstkę! Mój syn! Z polskiego! Z „Nad Niemnem”!
- Acha. – uspokoił się.
– Gratuluję.
Mama nie przestawała
krzyczeć. Skakała, wyła, śmiała się. A przed chwilą prawie płakała z powodu
mojego nie-jedzenia.
Jasna cholera, kocham
moją mamę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz